Biżuteria, Inspiracje, Projektanci

Tiffany & Co marzeniem niejednej kobiety

Chyba wiem na czym polega fenomen Tiffany&Co, ale byłabym szczęśliwa gdybym mogła zapytać o to Holly ze „Śniadania u Tiffan’ego”, albo najlepiej pójść z nią właśnie na śniadanie i zwyczajnie po babsku pogadać.
Zapewne powiedziałaby to samo co ja czułam, bo wizyta u Tiffany’ego zanurza nas w inny świat. Jest to niesamowite przeżycie. Pomijając fakt, że część biżuterii osiąga dla przeciętnego człowieka niewyobrażalne kwoty, to sam wystrój salonu jest ucztą dla oka. Stonowane kolory, delikatne oświetlenie, każdy produkt nawet ten najtańszy jest eksponowany z należytym szacunkiem jak dzieło sztuki.

Drzwi otwierają panowie w eleganckich garniturach i od tego momentu klient czuje się naprawdę wyjątkowo. Można tu więc wpaść jak Holly w „ Śniadaniu u Tiffany’ego” z dziesięcioma dolarami, dając upust żądzy posiadania choćby najtańszego przedmiotu, aby poczuć się wyjątkowo i luksusowo. Zawsze będzie się potraktowanym jak księżniczka, bo doradcy każdego traktują z wyszukaną elegancją, godną szerokiego propagowania.

Najistotniejszym jest to, że wychodząc z torebką Tiffany, mamy przekonanie, że dokonaliśmy najlepszego  zakupu w swoim życiu. Kupujemy tu nie tylko piękny przedmiot, ale też marzenia wraz z całą historią tej marki, która zaczęła się w 1837 roku i jest do dzisiaj tryumfalnym pochodem przez świat biżuteryjnego designu.

Każdy, kto choć raz widział film „Śniadanie u Tiffan’ego” lub otrzymał podarunek w małym niebieskim pudełeczku, na zawsze zakochiwał się w tej biżuteryjnej marce, bo to amerykański sen i splendor w najlepszym wydaniu, wspaniałe ekspozycje i niezrównany asortyment. Wyroby firmy noszą najsłynniejsze gwiazdy, koronowane głowy i zwykli zjadacze chleba.

Historia Tiffany&Co początki miała banalne, bo marka, która później zawojowała świat biżuterią i zawładnęła zmysłami milionów kobiet, zaczynała od produkcji  srebrnej zastawy stołowej i zaczęła być wyznacznikiem obowiązującego standardu próby srebra – 925 w całych Stanach Zjednoczonych. Tiffany&Co nie czekała długo by się dorobić standardów, które stały się istotą marki i jej kamieniami milowymi, bez których dzisiaj nie sposób wyobrazić sobie tej szacownej marki. Tak więc kobiety nieustająco marzą o tym, by opuścić salon z biżuterią ukrytą w słynnym blue box, o którym pierwszy designer firmy Charles Tiffany – nie bez racji – mawiał : „w moim sklepie jest jedna rzecz, której nie możesz kupić, niezależnie od tego, ile masz pieniędzy. Możesz ją jedynie ode mnie otrzymać”. Jasnoniebieski odcień pudełek, to kolor jaj drozda i zyskał miano „Tiffany Blue” stając się z czasem synonimem elegancji, stylu i luksusu. Firma uznała ten kolor za przynoszący szczęście i opatentowała.
Marka ma szczęście do wybitnych kreatorów i designerów. Jako pierwsza stworzyła – do dziś wydawany – renomowany katalog biżuterii Blue Book. To w nim prezentowane były prace tak genialnych designerów jak Jean Schlumberger, Paloma Picasso i Elsa Peretti. Wydanie katalogu każdorazowo związane jest z wielkim wydarzeniem zarówno artystycznym, jak i towarzyskim. Mamy też swój polski akcent wśród projektantów Tiffany&Co. To młody wrocławianin Kacper Dolatowski, który 8 lat pracował dla firmy.

33862598
34507988
32438172
33862571
34791147
33891733
34175896
34180202

Aby w pełni zrozumieć fenomen Tiffany, najlepiej udać się do flagowego nowojorskiego butiku na słynnej Fifth Avenue, gdzie nie tylko zostaniemy potraktowane jak gwiazdy, ale będziemy mogły docenić maestrię marki, oglądając biżuterię tworzoną ręcznie, z pasją przez prawdziwych mistrzów jubilerskich. Dla klientów tego salonu powstawały takie hity jak żółte diamenty w charakterystycznej dla Tiffany’ego oprawie oraz ponadczasowy „ring of the ring” – najsłynniejszy obecnie pierścionek zaręczynowy świata, z diamentem oprawionym w sześć zębów, który do dziś dnia jest przedmiotem pożądania każdej dziewczyny.

Engagement_Rings

Do 2014 roku jedynie niektóre miasta w Europie mogły poszczycić się małymi butikami marki. Najwyraźniej jednak stary kontynent zasłużył na wyróżnienie posiadania swojego sklepu flagowego, porównywalnego rozmiarami z tym przy 5tej Alei w Nowym Jorku i teraz Tiffany & Co. powiela swoje intymne nowojorskie doświadczenie Piątej Alei w samym sercu Pól Elizejskich w Paryżu, przy Avenue des Champs-Élysées 62.

Tiffany-store-in-Geneva

Firma – mimo, iż z ogromną pieczołowitością dba o tradycje – idzie z duchem czasu zyskując nowy image i pozyskując młodych, nowoczesnych nabywców, dla swoich klasyków. Dla nich właśnie powstały aplikacje na iPhona i Android, pozwalające stworzyć , a potem zamówić, swój własny – klasyczny, a jednak niepowtarzalny – pierścionek zaręczynowy.